wtorek, 14 lipca 2015

Somwhere in the sky

Brak komentarzy:
   Postanowiłam troszkę (ba! "troszkę") odświeżyć bloga. Nowa nazwa, nowy adres, nowe zdjęcie bohaterów, których - swoją drogą - także troszeczkę przybyło. Zmienił się także szablon i układ bloga. Jednak, chciała bym przejść do sedna - Wy, moi czytelnicy jesteście bardzo mało aktywni na blogu. Dlaczego pod postem, która ma trzydzieści wyświetleń są dwa, jeden komentarz? Uwierzcie - dla mnie, autorki opowiadania komentarze są jednak jedną z najważniejszych rzeczy. Nawet nie wiecie, jak czuje się autor bloga czytający nawet najprostsze, najbardziej motywujące komentarze o treści "Super <3".
DLATEGO PROSZĘ WSZYSTKICH CZYTELNIKÓW O POZOSTAWIENIE KOMENTARZA!
WZNAWIAM AKTYWNOŚĆ NA BLOGU PO PIĘCIU KOMENTARZACH!

sobota, 11 lipca 2015

Chapter 2

Brak komentarzy:

Sonya
   - Halo? - Niepewny głos wydobył się z moich ust. Czy to nienormalne, aby w ciągu niespełna czterech lat zmienić numer. Jasne, że nie.
- Kim jesteś? - Pytaniem na pytanie się nie odpowiada. Miękki, aczkolwiek stanowczy głos obiegł moje uszy.
- Sonya, głupolku. - Prychnęłam uśmiechając się do słuchawki.
- Czajka? Od kiedy chce Ci się płacić za połączenia? - zapytała z udawanym obruszeniem. 
- Nie chciało mi się, nie chcę mi się i nie będzie mi się chciało. Jestem w Polsce. - Nie mogąc opanować emocji powiedziałam wszystko na jednym tchu. Byłam szczerze ciekawa reakcji dziewczyny.
- O Boże, Sonya, naprawdę? Do kiedy? Mamy tyle do obgadania! - Mówiła tak szybko, że ledwo co mogłam ją zrozumieć. Wiedziałam, że sprawię jej tym niespodziankę.
- Ada, zostaję w Polsce na zawsze. No, pewnie do czasu, kiedy zdam maturę... Mam zamiar studiować we Francji.
- Nie, robisz mnie w konia! Tydzień, czy dwa?
- Mówię przecież, że do póki nie zdam matury. - Prychnęłam ze śmiechem - A z resztą, wierz w co chcesz. Jak się zdecydujesz, to możesz wpaść.
- Jeszcze się pytasz! Jestem za piętnaście minut. - Rozłączyła się.
   Adriannę poznałam na obozie językowym we Francji. Poznaliśmy się przypadkiem, podczas zwiedzania Lyonu. Z tą różnicą, że ja byłam sama, a ona z całą grupą ludzi.
- Mogła byś wszystkiego nie zasłaniać? - zapytałam wrednie, chcąc przeczytać jedną z wielu tabliczek, mających zadanie przekazać mi i wielu ludziom podstawową wiedzę na temat pięknego miasta. Nie rozumiem po co wykorzystuje się czas i pieniądze ludzi, którzy fundują i produkują takie pamiątkowe tablice. Wiadomo, że mieszkańcy Lyonu przechodzą koło nich obojętnie, a turyści zapominają całą treść jednej, po przeczytaniu następnej. Adrianna po usłyszeniu mojej kąśliwej uwagi przesunęła się, jednak za względu na tłum ludzi krzątający się pośpiesznie koło niej, samo to było już wspięciem na wyżyny możliwości.
- Mogła byś mi przetłumaczyć to zdanie? - Zapytała dziarsko, jak by znała mnie od lat. Skąd wiedziała, że dobrze znam francuski? Stojąc przed lustrem nigdy bym nie śmiała nawet stwierdzić, że przypominam rozkapryszone nastolatki pochodzące zapewne z bogatych francuskich rodzin siedzące w najdroższych kafejkach i popijające coraz to wymyślniejsze napoje, których później i tak nie skończą.
   Od tego jednego pytania zaczęła się nasza przyjaźń. 
   Z przemyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Jak burzy wybiegłam z pokoju, potykałam się, stawiając kolejne kroki na ceglanych schodach. W końcu jednak byłam u celu. Zamaszystym ruchem otworzyłam drzwi, ledwo co nie okaleczając się. Po chwili czułam lekkie ciało Adrianny, uwieszone na mojej szyi. Mimowolnie uśmiechnęłam się i oddałam uścisk.
- Dziewczyno, ty w jakimś pałacu mieszkasz! - Krzyknęła niemal zbyt entuzjastycznie. Bałam się reakcji Marcina na zachowanie brunetki, jednak po chwili ta myśl przestała mnie dręczyć.
- Nie przesadzaj. - Machnęłam ręką, jak by dom warty zapewne sporą sumę pieniędzy mógł mieć dosłownie każdy. Ada przewróciła oczyma, jednak po chwili bacznie przyglądała się obrazowi powieszonemu przy drzwiach wejściowych.
- Ładny. - Skomentowała krótko.
- Chodź, zapraszam do mnie. - Wskazałam ręką na schody.
- Już nie mogę się doczekać.
Wyprzedziła mnie, w biegu pokonując następne stopnie. Ta dziewczyna ma zdecydowanie za dużo energii. Kiedy była już u szczytu schodów, rozejrzała się, jak gdyby chciała sprawdzić, czy po obu stronach korytarza nie czaiły się potwory. Po chwili zastanowienia rzuciła się biegiem na prawe skrzydło, które wyglądało zdecydowanie bardziej reprezentacyjnie. Naprzeciwko drzwi do wielu pokoi nie znajdowała się ściana, a metalowa barierka, dzięki której z łatwością można było obejrzeć reprezentacyjny salon i część kuchni, która także była całkiem nieźle urządzona. Adrianna w dalszym ciągu chodziła pewnym krokiem po korytarzu, co chwila otwierając kolejne drzwi.
- Czuj się jak u siebie. - Prawie zapomniała bym dodać.
- Dzięki, że mówisz. - krzyknęła radośnie, klaskając entuzjastycznie w ręce. Potraktowała to chyba jako zaproszenie do wszystkich pokoi, ponieważ dotychczas tylko wystawiała głowę poza framugę drzwi.
- To nie może się dobrze skończyć. - mruknęłam, kładąc rękę na klamce drzwi do moich czterech ścian. Brunetka w tej samej chwili stawiła się za moimi plecami. Weszła jeszcze przede mną, aby następnie szczegółowo przestudiować wszystkie drobnostki znajdujące się w pokoju. Ja natomiast, rozłożyłam się na łóżku, spokojnie czekając aż dziewczyna skończy ten cały cyrk. Po chwili poczułam jej perfumy. Podniosłam się do pozycji siedzącej, wpatrując się w nią i szeroko się uśmiechając. Szczerze się uśmiechając.
- Czyli mam rozumieć, że zostajesz w Elblągu, dopóki nie zdasz matury. - Zapytała, nadal biegając wzrokiem po pomieszczeniu.
- Tak, myślę, że tak. Choć perspektywa studiów w Polsce także wydaje się możliwa. - Westchnęłam.
- Świetnie! Zobaczysz dziewczyno, ja Ci jeszcze całe życie rozplanuję! - uśmiechnęła się szyderczo, jednocześnie unosząc obie ręce do góry, jak by chciała prosić Boga o możliwość realizacji swojego - zapewne niezwykle heroicznego - planu.
- Skończę jako gwiazda reklamy psiej karmy. - Prychnęłam, podśmiewając się pod nosem.
- Ale pomyśl, ile na tym zarobisz! - uśmiechnęła się szczerze, a po chwili razem zaniosłyśmy się śmiechem.
- Słuchaj... - Zaczęłam dość niezręcznie, kiedy tylko opanowałam śmiech. - Mogła byś mnie oprowadzić po Elblągu? - Zawsze starałam się być samodzielna, jednak w tym przypadku wolałam nie ryzykować zgubienia, mordu czy gwałtu.
- Jasne, ale najpierw póki jest ładna pogoda - Spojrzała w okno, chcąc upewnić się, że to, co mówi jest prawdą. - idziemy nad jezioro. - uśmiechnęła się do mnie.
- To znajdź mi strój. - Wskazałam palcem na sporą stertę kartonowych pudeł. Doskonale zdawałam sobie jednak sprawę, że jej wygląd i wielkość jest nikłą przeszkodą dla tag pozytywnie nakręconej dziewczyny. Po dość długiej chwili, spędzonej na dekorowaniu mojej podłogi nie tylko ubraniami, ale także książkami oraz innymi drobnostkami, stała przede mną z czarnym, prostym strojem kąpielowym w ręku.
- To jedyny, jaki znalazłam. - Mruknęła, nieco zawiedziona nie całkowitym powodzeniem swojej misji.
- To jedyny, jaki mam. - Wyszczerzyłam się do niej. - Przy okazji, cała się przebiorę. Te ciuchy po dwóch dniach podróży nie są pierwszej świeżości. - Skrzywiłam się, naciągając błękitną koszulkę, którą miałam na sobie.
- Zauważyłam. - Stwierdziła Adrianna. Korzystając z sytuacji, w której wszystkie moje ubrania leżały beznamiętnie na podłodze, z łatwością wyszukałam czarną bluzkę na ramionach z niebieskim napisem "Pink", szorty w takim samym odcieniu niebieskiego oraz kilka mniej ważnych dodatków. Mając już wszystkie tekstylia w objęciach, poszłam do mojej łazienki, aby się przebrać i nałożyć wodoodporny makijaż.

Adam
   - Idziesz, czy nie? - Wrzasnął Janek z korytarza. Czułem, jak szyby się trzęsły pod wpływem jego dość wysokiego głosu.
- Czy w dwudziestym pierwszym wieku nie można, do cholery jasnej, dać człowiekowi pięciu minut na ogarnięcie się? - Zapytałem dość zdenerwowany.
- Nie. - Uciął szybko blondyn. - Złaź! - Znów krzyknął.
- Już! - Wrzasnąłem w odpowiedzi. Byłem już do reszty zdenerwowany, a jego zachowanie tylko zwiększało prawdopodobność, że mnie za chwilę jasny szlag trafi. W pełni gotowy, jak burza wybiegłem z pokoju trzaskając przy ty drzwiami. Po chwili stałem przy blondynie, w pełni szczęścia.
- Nareszcie gotowy, wychodzimy. - Mruknął uszczęśliwiony.

~*~

   - Gdzie w ogóle jest to jezioro? - zapytałem poirytowany faktem, że coraz bardziej oddalamy się od mojego miejsca zamieszkania.
- W lesie. - wysyczał chłopak.
- No kto by pomyślał! Jezioro w lesie! Ja normalnie czekam, aż ty nobla dostaniesz do cholery! - krzyknąłem na niego zrezygnowany, jednak jednocześnie zdenerwowany niemalże do granic możliwości. Kto w ogóle wymyślił ten gówniany wypad?!
- Mógłbyś w końcu zamknąć ten krzywy ryj? Ciekawsze konwersacje prowadzę z moim psem! - Wydarł mi się do ucha, podkreślając ostatnie słowo. Westchnąłem, chcąc wyrazić moje niezadowolenie. Reakcja chłopaka przedstawiona była tylko w złowrogim mruknięciu i machnięciu ręką, która to prawie trafiła w moją twarz.
- Jesteśmy. - Wysyczał blondyn przez zaciśnięte zęby. Gwałtownie zahamował, jednocześnie wkopując się w mokry piach, liście, błoto, ziemię i bóg wie, co jeszcze. Nie wiem, jak wrócimy do domu. Mimo tego, iż pojazd dawno już stanął w miejscu, ręce chłopaka nadal zaciśnięte był na kierownicy, a żyły aż nadto widoczne. Po raz kolejny zrzędliwie westchnąłem i wystawiłem obydwie kończyny poza samochód. Zaciągnąłem się powietrzem przesiąkniętym zapachem wody i igieł. Zapachem idealnym. Mojemu cichemu zamknięciu drzwi zawtórował potworny trzask, który przy tej samej czynności wytworzył Janek. Blondyn minął mnie z torbą i nawet nie zaszczycając spojrzeniem ręką zasygnalizował, aby iść za nim. Jak kazał, tak zrobiłem. Już po chwili znaleźliśmy się na skarpie, która oddzielała niską plażę i jezioro od nas.
- Adrianna! - zawołał Jaś podchodząc do dziewczyny od tyłu i chwytając ją w talii.
- Jasiu! - mruknęła Ada owijając swoje ręce wokół jego szyi. Jednak po cmoknięciu w policzek najwyraźniej przypomniała sobie, że i ja, i śliczna panienka stojąca koło Adrianny czekamy na nich.
Podszedłem bliżej dziewczyn i blondyna, aby się przywitać.
- Hej! - Nie chciałem, aby zorientowały się, że jeszcze chwilę temu kierowała mną złość i frustracja.
- Cześć. Mnie już znasz. - Wyszczerzyła się do mnie Adrianna. - Ale jej nie. - Wskazała palcem na śliczną brunetkę stojącą obok niej, jednocześnie naprzeciwko mnie. Jej głowa opadała, co zdecydowanie zniechęcało do jakiegokolwiek kontaktu z dziewczyną, jednak ja postanowiłem walczyć. Kiedy usłyszała ostatnie zdanie uniosła głowę, pozwalając kaskadom ciemnych włosów odsłonić idealną niemal twarz. Miała ciemne, niemalże czarne oczy, których głębia nie tyle mnie przerażała, co intrygowała. Nos i usta, nakreślone przed Leonarda Da Vinci, a zarys twarzy szlachetniejszy od największych arystokratek.
- Sonya. - burknęła nieśmiało.

----------------------------------------------------
Rozdział drugi...wiem, że nie jest specjalnie udany. Wiem, wiem, wiem!
Ale cóż, moja wena twórcza przez ostatnie dni była na grzybach, a ja mimo szczegółowych
i żmudnych poszukiwań jej nie odnalazłam.
Tak więc, wszystkie hejty mile widziane ;)


Proszę o minutę ciszy dla najlepszego programu motoryzacyjnego - Top Gear.



piątek, 10 lipca 2015

Liebster Blog Award

Brak komentarzy:
   Witajcie. Po opublikowaniu zaledwie dwóch rozdziałów blog został nominowany do prestiżoewgo, zapewne znanego wam już plebiscytu (?) Liebster Blog Award. Bardzo mnie to cieszy, gdyż po przeczytaniu zaledwie dwóch, może trzech tysięcy słów autorka bloga I Am Not Your nominowała mnie.

PYTANIA OD ADELAIDE
1. Kto jest twoim idolem i dlaczego?
Idolem wielu ludzi są bohaterowie popularnych telewizyjnych seriali czy talk-show. Dlaczego? Ponieważ większość z nich wierzy, że to, w jaki sposób zachowują się na scenie odwzorowuje ich życie codziennie. W żadnym wypadku nie pokłada się to z moim sposobem myślenia. W pewnym sensie, moim idolem stał się niedawno Naruciak. Dlaczego? Mnie też ciągle dręczy to pytanie, jednak nie wiem, czy to, w jaki sposób się odnoszę do jego działań sprawia, że stał się On moim idolem. Jak by to prościej wytłumaczyć? Staram się traktować go raczej jak znajomego, ponieważ wydaje mi się, że i dla Niego i dla innych youtuberów bycie "idolem" rzeszy nastolatek jest jednak dość trudnym zadaniem.

2. Kim chcesz zostać w przyszłość?
Ostatnio dużo nad tym myślę. Ostatecznie, na razie przekonana jestem, że w przyszłości zostanę prawnikiem, jednak kiedy tylko o tym myślę, jakaś cząstka mnie zaczyna się jego bać. Może to dlatego, że przez taki zawód można mieć wiele problemów? Może to dlatego, że jeden błąd może przyczynić się do pojawienia się na pierwszych stronach tanich, kolorowych gazet?

3. Ulubiony przedmiot szkolny?
Zdecydowanie język polski i inne przedmioty humanistyczne.

4. Podasz linka do swojego ulubionego bloga :)
http://shrek-fanfiction-jdabrowsky.blogspot.com/

5. Najlepsza piosenka jaką kiedykolwiek usłyszałaś to...
Zdecydowanie piosenka "Tysiące Głosów" w wykonaniu jurorów programu The Voice of Poland. Dlaczego? Zauroczył mnie głownie jej tekst oraz przesłanie, jakie za sobą niesie. Jak ja je zrozumiałam?  Każdy z nas chciałby chociaż raz usłyszeć siebie, pośród tysiąca głosów. Piosenka dowodzi, że każdy jest inny, potrzebuje indywidualnego podejścia i uwagi.

6. Najładniejszy kolor włosów dla dziewczyny to...
Ostatnio zauroczona jestem nieszablonowymi kolorami włosów, takimi jak niebieski czy fioletowy. Sama mam końcówki w tym pierwszym. Przefarbowanie włosów na tak odważny kolor bowiem uważam za świadectwo tego, że dana osoba nie przejmuje się reakcją jej społeczeństwa.

7. Gdzie najczęściej kupujesz ubrania?
Zara i Reserved.

8. Do której klasy idziesz po wakacjach?
Najpewniej najmłodsza z naszej blogowej społeczności. Do szóstej, podstawówki.

9. Co sądzisz o hejterach Dominika Szymańskiego?
Wszystkich "hejterów" uważam za ludzi zupełnie niepotrzebnych w naszej społeczności. Jeżeli wiedzą, że dana rzecz im się nie podoba, dlaczego od razu nie wyłączą danego filmiku, nie skończą czytać danego opowiadania? Jednak za jeszcze głupsze uważam roztrząsanie sprawy samobójstwa tego chłopaka po upłynięciu długiego czasu od zdarzenia. Dlaczego nie mogliśmy mu pomóc, kiedy była do tego okazja? Dlaczego, zamiast wtedy powiedzieć dobre słowo w komentarzu (z tego co wiem, nagrywał na YouTube) teraz wszyscy zaświadczamy, jakim on był dobrym chłopcem, że nam wszystkim go brakuje. Guzik prawda. Bowiem wszyscy ludzie, tworzący i udostępniający profile typu "Ku pamięci Dominika Szymańskiego" robią to, ponieważ - jak my wszyscy - nie chcą być inni. Większość znajomych danej osoby polubiła taki profil, to on automatycznie także to zrobi. A czy naprawdę jest mu żal tego chłopaka? Nie, ma go w dupie, ponieważ kiedy on popełniał samobójstwo, żadna z osób lajkującyh takie profile nie miała nawet świadomości o jego istnieniu.

10. Bez czego nie wyjdziesz z domu?
Bez słuchawek i telefonu.

MOJE NOMINACJE
http://shrek-fanfiction-jdabrowsky.blogspot.com/
http://did-you-forget-about-me-jdabrowsky.blogspot.com/
http://you-saved-my-life-jas.blogspot.com/
http://just-stay-jas.blogspot.com/

MOJE PYTANIA
1. Wolisz narty, czy snowboard, dlaczego?
2. Dzień z Twojego życia, którego nigdy nie zapomnisz?
3. Jak jest, twoim zdaniem, najpoważniejszy problem na świecie?
4. Czy wierzysz w istnienie kosmitów?
5. Jaki jest twój ulubiony dźwięk i dlaczego?
6. Jak wdała byś/wydał byś milion złotych?
7. Jaką czynność najtrudniej jest ci przerwać, jeżeli ją już rozpoczniesz?
8. Czy boisz się zakochać?
9. Ile razy dziennie spoglądasz w lustro i co w nim widzisz?
10. Wolisz imprezy z kilkoma znajomymi, czy w większym gronie?

niedziela, 5 lipca 2015

Chapter 1

2 komentarze:
Sonya
   Ostatni dzień we Francji przyprawiał mnie o dreszcze. Nie mogłam sobie wyobrazić życia bez zapachu prowansalskiej lawendy roznoszącego się nie tylko w moim pokoju, ale także wokół domu. A dom, swoją drogą był obiektem, który traktowałam nie tylko jako schronienie. W szczeliny, które po latach powstały między bladymi cegłami powtykane były karteczki, a na nich zapisane moje największe tajemnice. Siedząc na parapecie i spoglądając w duże, gotyckie okno obramowane ciemnym, starym drewnem wychodzące na północ, łzy mimowolnie napłynęły do oczu. Nie powstrzymywałam się od płaczu, ponieważ wiedziałam, że w takiej sytuacji to nic złego. Do tej pory nie udało mi się zrozumieć, dlaczego mama chce, abym resztę życia spędziła w Polsce. Nie widzę siebie w tym szarym, nieznaczącym na razie na mapie Europy kraju. Moje oczy wędrowały w tą i z powrotem, po krajobrazie widocznym z okna. Za szkłem bowiem znajdował się nieogrodzony kawałek ziemi należący do mojej rodziny. Usiany był soczyście zieloną trawą oraz niedojrzałymi jeszcze drzewkami pomarańczowymi, których kwiaty pachniały niemalże tak idealnie, jak lawenda. Dalej, niczym fioletowej barwy ocean rozciągały się pola lawendowe, na których - dotychczas - potrafiłam spędzać całe dnie. Kwiaty pod wpływem czerwcowego wiatru kołysały się niczym dojrzałe kłosy. Nie mogłam oderwać wzroku. Chwilę, którą mogłam się nacieszyć przerwało skrzypienie otwieranych drzwi i powoli wyłaniająca się z nich twarz.
- Kochanie, jesteś już spakowana? - zapytała troskliwie starsza kobieta, będąca moją rodzicielką. W ramach odpowiedzi omiotłam wzrokiem pokój, który niemalże cały zastawiony był kartonami. Sądząc po liczbie i wielkości papierowych pudeł, nie byłam do końca pewna, czy wszystko zmieści się w moim nowym miejscu zamieszkania. Kiedy mama zorientowała się, że nic nie zostało na półkach, ja spostrzegłam, że jestem jeszcze w piżamie, jednak o szóstej rano nie jest to nic dziwnego, nieprawdaż?
   Chcąc wygrzebać z kartonu jakieś w miarę pasujące do siebie ubrania, musiałam oczywiście upiększyć podłogę całą jego zawartością. W ten sposób jednak było o wiele proście. W końcu zdecydowałam się na pastelowo-niebieską, zwiewną bluzkę na ramionach, czarne szorty z koronkowymi wstawkami i frędzlami oraz moje ukochane, czarne okulary przeciwsłoneczne stylizowane na Johna Lennona, tak zwane "lennonki". Dosłownie nigdzie się bez nich nie ruszałam w okresie wakacyjnym. Oczywiście, musiałam także zmienić obudowę telefonu, ponieważ poprzednia zupełnie nie pasowała do mojego ubrania. Lubiłam różnorodność, toteż starałam się codziennie zmieniać mój wizerunek. Możliwość codziennego tworzenia nowej siebie pobudzała moją kreatywność, co z kolei pozytywnie działało na moją psychikę. Kiedy byłam już ubrana, podeszłam do jedynej rzeczy, której postanowiłam nie zamykać w czeluści czterech ciemnych, kartonowych ścian. Do moich skrzypiec włożonych w futerał. Powoli, zgodnie z codziennie odprawianym rytuałem odpięłam zamek, wyjęłam skrzypce, a potem smyczek. Pokój, w którym przebywałam znajdował się na parterze, do też - z instrumentem w ręku - bez problemu wyskoczyłam przez otwarte na oścież okno i udałam się na wcześniej wspomniane lawendowe pole. Uwielbiałam tam grać. Zapach fioletowych kwiatów przyprawiał mnie o niemożliwą wręcz radość, a natchnienie przychodzące razem z nim było nie do opisania. Uwielbiałam muzykę tworzoną przez Lindsey Stirling. Nie były to monotonne, zawsze takie same i przewidywalne koncerty smyczkowe grane na okrągło przez poznanych przeze mnie skrzypków. Chciałam być inna, toteż nauczyłam się na pamięć niemalże wszystkich jej utworów. Bez dłuższego zastanowienia przyłożyłam instrument do brody i zaczęłam grać What Child is This. Skończyłam mniej więcej w połowie utworu. Nie byłam na siłach dalej grać. Utwór przywołał wspomnienia schowane w najciemniejszych zakątkach mojego umysłu. Łzy mimowolnie popłynęły mi z oczu, jednak uśmiechnęłam się sama do siebie na myśl, że jeszcze raz będę musiała poprawiać
- Sonya! Wracaj do domu! Musimy wyjeżdżać! - usłyszałam donośny głos, którym operowała moja mama. Z uśmiechem kiwnęłam głową, chcąc dać jej do zrozumienia, że zaraz będę.

Sonya - Pierwszy dzień w Polsce
   Dwa dni na okrągło w samochodzie zdecydowanie nie były mi na rękę. A, zapomniała bym - oczywiście mieliśmy zapewniony luksusowy nocleg na parkingu pierwszej lepszej austriackiej stacji benzynowej. Wracając - skutki zaczęłam odczuwać już po wyjściu z pojazdu. Niepohamowana chęć wymiotowania, zawroty głowy, problemy z błędnikiem oraz pozostały po podróży smak śliny, przyprawiający o mdłości. Wysiadłam z czarnego Range Rover'a tuż przed furtką od mojego przyszłego domu. Domu...posiadłości. To określenie zdecydowanie lepiej oddawało wygląd tego niesamowitego miejsca. Na przedmieściach Elbląga, jednak drzewa okalające dom sprawiały wrażenie, jak gdyby został postawiony w środku puszczy. Sama posiadłość zbudowana została na wzór prostokąta. Przednia, najbardziej reprezentacyjna ściana, oraz przylegająca do niej - prawa zostały obłożone ciemnym drewnem, niemalże takim samym, jak te, z którego zostały wykonane ramy okien mojego francuskiego mieszkania. Reszta natomiast była niemalże śnieżnobiała, na tle ściany odróżniały się jedynie metalowe ramy okienne, pokryte szarą, matową farbą. Z tego samego materiału zostały zrobione drzwi. Do domu prowadziła wyłożona brukiem droga, ciągnąca się przez dobre piętnaście metrów. Wokół niej zostały posadzone wierzby, które wiosną oraz latem tworzyły piękne zadaszenie dróżki. Z tyłu, za domem był niewidoczny od wejścia taras. Drewniana podłoga, oraz przypominający szachownicę, drewniany dach. Zamiast czarnych i białych pól użyto jednak sztucznego, przezroczystego tworzywa, które było tak czyste, że prawie w ogóle nie było go widać. Drewniany schodki, odchodzące od tarasu łączyły go z szerokim, prostokątnym basenem, na przeciwko którego również znajdował się akwen, jednak mniejszy, bardziej przypominający owal, skąpany w kwiatach czereśni. 
    Roztrzęsionym palcem przycisnęłam dzwonek. Wiedziałam, że stoi za mną ukochana matka, jednak z każdą następną chwila ucisk w gardle i żołądku narastał. Z każdą chwilą. Łącznie z tą, w której wysoki, zadbany, przystojny, jednak siwiejący już mężczyzna wyłonił się zza drzwi. Nie przypominał jednak modeli, którzy pojawiali się na okładkach najdroższych pism. Raczej starszego, wzbudzającego zaufanie mężczyznę, z którym zawsze można było porozmawiać. Kiedy już otworzył przede mną furtkę, nadal stałam, oszołomiona domem, w którym rzekomo miałam spędzić następny rozdział mojego życia.
- Cześć córeczko. - powiedział miłym, nieco zachrypniętym głosem. Już go polubiłam, jednak bardziej jako przyjaciela, niż ojca. Wiedziałam, że jeszcze długo nie przyzwyczaję się do Niego w tej ważnej roli.
- Hej. - wydukałam nieśmiało, nie wiedząc zbytnio, jak zachować się w takiej sytuacji.
- Marcin Czajkowski. Jeżeli chcesz, możesz mówić do mnie po imieniu, nie mam z tym żadnego problemu. - machnął porozumiewawczo głową i wyciągnął do mnie rękę. Zrobiłam to samo.
- Nie stójcie tak. Wejdźcie, wejdźcie. Zapraszam w moje skromne progi. - powiedział z chyba przesadnym optymizmem, jednak mi to nie przeszkadzało.
- Rzeczywiście, bardzo skromnie tutaj masz. - mama dyskretnie mnie popchnęła, dając mi znak, że mogę już wejść do własnego domu. Kolejne kroki stawiałam niczym baletnica, rozglądając się wokół. Nieśmiało weszłam do środka, zapominając o zdjęciu obuwia, jednak nikomu to chyba nie przeszkadzało. 
- Twój pokój jest na górze. Chciałem, żebyś miała ładny widok z okna. - mruknął ochoczo Marcin, wskazując na murowane schody. Ruchem głowy spytałam, czy mogę wejść. On w ten sam sposób odpowiedział. Od tamtej chwili wiedziałam, że już zawsze będę go traktować jako przyjaciela. I o dziwo miałam przeczucia, że on nie będzie miał nic przeciwko temu. Na końcu długiego korytarza zauważyłam drzwi, na których wisiała karteczka informująca, że jest to mój pokój. Kiedy otworzyłam smukłe, jednak solidne drewniane drzwi, ponownie zaniemówiłam. Naprzeciwko mnie stało wykonane z białego drewna łóżko, a po prawej stronie wykonana z tego samego szafka nocna z dwoma szufladami. Ściana znajdująca się po lewej stronie, jedna z dwóch najdłuższych była cała oszklona. To mnie najbardziej urzekło. Takie rzeczy widziałam tylko w filmach, a i tak zawsze mi się one podobały. Przy przeciwnej ścianie ustawiona była biała szafa oraz toaletka w takim samym kolorze. Obok niej, przy rogu pokoju znajdowały się drzwi, identyczne jak wejściowe, które prowadziły zapewne do prywatnej łazienki. Naprzeciwko łóżka, obok drzwi wejściowych znajdowała się również biała komoda, a nad nią obszerne lustro. Na środku wyłożony był puszysty, czekoladowej barwy dywan. Pokój urządzony był minimalistycznie i modernistycznie, jednak zachwycał. 

Sonya - Po rozpakowaniu
   Po czułym pożegnaniu się z matką, rozpakowaniu i rozmowie z Marcinem zaszyłam się w moim pokoju. Nurtowało mnie to, dlaczego zostawił mamę, jednak postanowiłam nie zadawać tego pytania. Na razie. Pierwszą rzeczą, którą postanowiłam zrobić było ściągnięcie do domu jednej z dwóch osób, które znałam w Polsce - Adrianny.

------------------------------------------------------------------
Witam was serdecznie!
Mamy rozdział pierwszy - według mnie udany. Mam nadzieję, że nie będziecie narzekać na brak opisów ;) Postać Adama co prawda się w nim nie pojawiła, ale będziecie mieli z nią przyjemność w następnym rozdziale. Warto czekać, nieprawdaż? Kolejny chapter opublikuje po jednym komentarzu, tak więc gorąco zapraszam do wyrażania swojej opinii. Polecam także zajrzeć na blogi podane obok -->

Sonya