Sonya
- Halo? - Niepewny głos wydobył się z moich ust. Czy to nienormalne, aby w ciągu niespełna czterech lat zmienić numer. Jasne, że nie.
- Kim jesteś? - Pytaniem na pytanie się nie odpowiada. Miękki, aczkolwiek stanowczy głos obiegł moje uszy.
- Sonya, głupolku. - Prychnęłam uśmiechając się do słuchawki.
- Czajka? Od kiedy chce Ci się płacić za połączenia? - zapytała z udawanym obruszeniem.
- Nie chciało mi się, nie chcę mi się i nie będzie mi się chciało. Jestem w Polsce. - Nie mogąc opanować emocji powiedziałam wszystko na jednym tchu. Byłam szczerze ciekawa reakcji dziewczyny.
- O Boże, Sonya, naprawdę? Do kiedy? Mamy tyle do obgadania! - Mówiła tak szybko, że ledwo co mogłam ją zrozumieć. Wiedziałam, że sprawię jej tym niespodziankę.
- Ada, zostaję w Polsce na zawsze. No, pewnie do czasu, kiedy zdam maturę... Mam zamiar studiować we Francji.
- Nie, robisz mnie w konia! Tydzień, czy dwa?
- Mówię przecież, że do póki nie zdam matury. - Prychnęłam ze śmiechem - A z resztą, wierz w co chcesz. Jak się zdecydujesz, to możesz wpaść.
- Jeszcze się pytasz! Jestem za piętnaście minut. - Rozłączyła się.
Adriannę poznałam na obozie językowym we Francji. Poznaliśmy się przypadkiem, podczas zwiedzania Lyonu. Z tą różnicą, że ja byłam sama, a ona z całą grupą ludzi.
- Mogła byś wszystkiego nie zasłaniać? - zapytałam wrednie, chcąc przeczytać jedną z wielu tabliczek, mających zadanie przekazać mi i wielu ludziom podstawową wiedzę na temat pięknego miasta. Nie rozumiem po co wykorzystuje się czas i pieniądze ludzi, którzy fundują i produkują takie pamiątkowe tablice. Wiadomo, że mieszkańcy Lyonu przechodzą koło nich obojętnie, a turyści zapominają całą treść jednej, po przeczytaniu następnej. Adrianna po usłyszeniu mojej kąśliwej uwagi przesunęła się, jednak za względu na tłum ludzi krzątający się pośpiesznie koło niej, samo to było już wspięciem na wyżyny możliwości.
- Mogła byś mi przetłumaczyć to zdanie? - Zapytała dziarsko, jak by znała mnie od lat. Skąd wiedziała, że dobrze znam francuski? Stojąc przed lustrem nigdy bym nie śmiała nawet stwierdzić, że przypominam rozkapryszone nastolatki pochodzące zapewne z bogatych francuskich rodzin siedzące w najdroższych kafejkach i popijające coraz to wymyślniejsze napoje, których później i tak nie skończą.
Od tego jednego pytania zaczęła się nasza przyjaźń.
Z przemyśleń wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Jak burzy wybiegłam z pokoju, potykałam się, stawiając kolejne kroki na ceglanych schodach. W końcu jednak byłam u celu. Zamaszystym ruchem otworzyłam drzwi, ledwo co nie okaleczając się. Po chwili czułam lekkie ciało Adrianny, uwieszone na mojej szyi. Mimowolnie uśmiechnęłam się i oddałam uścisk.
- Dziewczyno, ty w jakimś pałacu mieszkasz! - Krzyknęła niemal zbyt entuzjastycznie. Bałam się reakcji Marcina na zachowanie brunetki, jednak po chwili ta myśl przestała mnie dręczyć.
- Nie przesadzaj. - Machnęłam ręką, jak by dom warty zapewne sporą sumę pieniędzy mógł mieć dosłownie każdy. Ada przewróciła oczyma, jednak po chwili bacznie przyglądała się obrazowi powieszonemu przy drzwiach wejściowych.
- Ładny. - Skomentowała krótko.
- Chodź, zapraszam do mnie. - Wskazałam ręką na schody.
- Już nie mogę się doczekać.
Wyprzedziła mnie, w biegu pokonując następne stopnie. Ta dziewczyna ma zdecydowanie za dużo energii. Kiedy była już u szczytu schodów, rozejrzała się, jak gdyby chciała sprawdzić, czy po obu stronach korytarza nie czaiły się potwory. Po chwili zastanowienia rzuciła się biegiem na prawe skrzydło, które wyglądało zdecydowanie bardziej reprezentacyjnie. Naprzeciwko drzwi do wielu pokoi nie znajdowała się ściana, a metalowa barierka, dzięki której z łatwością można było obejrzeć reprezentacyjny salon i część kuchni, która także była całkiem nieźle urządzona. Adrianna w dalszym ciągu chodziła pewnym krokiem po korytarzu, co chwila otwierając kolejne drzwi.
- Czuj się jak u siebie. - Prawie zapomniała bym dodać.
- Dzięki, że mówisz. - krzyknęła radośnie, klaskając entuzjastycznie w ręce. Potraktowała to chyba jako zaproszenie do wszystkich pokoi, ponieważ dotychczas tylko wystawiała głowę poza framugę drzwi.
- To nie może się dobrze skończyć. - mruknęłam, kładąc rękę na klamce drzwi do moich czterech ścian. Brunetka w tej samej chwili stawiła się za moimi plecami. Weszła jeszcze przede mną, aby następnie szczegółowo przestudiować wszystkie drobnostki znajdujące się w pokoju. Ja natomiast, rozłożyłam się na łóżku, spokojnie czekając aż dziewczyna skończy ten cały cyrk. Po chwili poczułam jej perfumy. Podniosłam się do pozycji siedzącej, wpatrując się w nią i szeroko się uśmiechając. Szczerze się uśmiechając.
- Czyli mam rozumieć, że zostajesz w Elblągu, dopóki nie zdasz matury. - Zapytała, nadal biegając wzrokiem po pomieszczeniu.
- Tak, myślę, że tak. Choć perspektywa studiów w Polsce także wydaje się możliwa. - Westchnęłam.
- Świetnie! Zobaczysz dziewczyno, ja Ci jeszcze całe życie rozplanuję! - uśmiechnęła się szyderczo, jednocześnie unosząc obie ręce do góry, jak by chciała prosić Boga o możliwość realizacji swojego - zapewne niezwykle heroicznego - planu.
- Skończę jako gwiazda reklamy psiej karmy. - Prychnęłam, podśmiewając się pod nosem.
- Ale pomyśl, ile na tym zarobisz! - uśmiechnęła się szczerze, a po chwili razem zaniosłyśmy się śmiechem.
- Słuchaj... - Zaczęłam dość niezręcznie, kiedy tylko opanowałam śmiech. - Mogła byś mnie oprowadzić po Elblągu? - Zawsze starałam się być samodzielna, jednak w tym przypadku wolałam nie ryzykować zgubienia, mordu czy gwałtu.
- Jasne, ale najpierw póki jest ładna pogoda - Spojrzała w okno, chcąc upewnić się, że to, co mówi jest prawdą. - idziemy nad jezioro. - uśmiechnęła się do mnie.
- To znajdź mi strój. - Wskazałam palcem na sporą stertę kartonowych pudeł. Doskonale zdawałam sobie jednak sprawę, że jej wygląd i wielkość jest nikłą przeszkodą dla tag pozytywnie nakręconej dziewczyny. Po dość długiej chwili, spędzonej na dekorowaniu mojej podłogi nie tylko ubraniami, ale także książkami oraz innymi drobnostkami, stała przede mną z czarnym, prostym strojem kąpielowym w ręku.
- To jedyny, jaki znalazłam. - Mruknęła, nieco zawiedziona nie całkowitym powodzeniem swojej misji.
- To jedyny, jaki mam. - Wyszczerzyłam się do niej. - Przy okazji, cała się przebiorę. Te ciuchy po dwóch dniach podróży nie są pierwszej świeżości. - Skrzywiłam się, naciągając błękitną koszulkę, którą miałam na sobie.
- Zauważyłam. - Stwierdziła Adrianna. Korzystając z sytuacji, w której wszystkie moje ubrania leżały beznamiętnie na podłodze, z łatwością wyszukałam czarną bluzkę na ramionach z niebieskim napisem "Pink", szorty w takim samym odcieniu niebieskiego oraz kilka mniej ważnych dodatków. Mając już wszystkie tekstylia w objęciach, poszłam do mojej łazienki, aby się przebrać i nałożyć wodoodporny makijaż.
- Nie przesadzaj. - Machnęłam ręką, jak by dom warty zapewne sporą sumę pieniędzy mógł mieć dosłownie każdy. Ada przewróciła oczyma, jednak po chwili bacznie przyglądała się obrazowi powieszonemu przy drzwiach wejściowych.
- Ładny. - Skomentowała krótko.
- Chodź, zapraszam do mnie. - Wskazałam ręką na schody.
- Już nie mogę się doczekać.
Wyprzedziła mnie, w biegu pokonując następne stopnie. Ta dziewczyna ma zdecydowanie za dużo energii. Kiedy była już u szczytu schodów, rozejrzała się, jak gdyby chciała sprawdzić, czy po obu stronach korytarza nie czaiły się potwory. Po chwili zastanowienia rzuciła się biegiem na prawe skrzydło, które wyglądało zdecydowanie bardziej reprezentacyjnie. Naprzeciwko drzwi do wielu pokoi nie znajdowała się ściana, a metalowa barierka, dzięki której z łatwością można było obejrzeć reprezentacyjny salon i część kuchni, która także była całkiem nieźle urządzona. Adrianna w dalszym ciągu chodziła pewnym krokiem po korytarzu, co chwila otwierając kolejne drzwi.
- Czuj się jak u siebie. - Prawie zapomniała bym dodać.
- Dzięki, że mówisz. - krzyknęła radośnie, klaskając entuzjastycznie w ręce. Potraktowała to chyba jako zaproszenie do wszystkich pokoi, ponieważ dotychczas tylko wystawiała głowę poza framugę drzwi.
- To nie może się dobrze skończyć. - mruknęłam, kładąc rękę na klamce drzwi do moich czterech ścian. Brunetka w tej samej chwili stawiła się za moimi plecami. Weszła jeszcze przede mną, aby następnie szczegółowo przestudiować wszystkie drobnostki znajdujące się w pokoju. Ja natomiast, rozłożyłam się na łóżku, spokojnie czekając aż dziewczyna skończy ten cały cyrk. Po chwili poczułam jej perfumy. Podniosłam się do pozycji siedzącej, wpatrując się w nią i szeroko się uśmiechając. Szczerze się uśmiechając.
- Czyli mam rozumieć, że zostajesz w Elblągu, dopóki nie zdasz matury. - Zapytała, nadal biegając wzrokiem po pomieszczeniu.
- Tak, myślę, że tak. Choć perspektywa studiów w Polsce także wydaje się możliwa. - Westchnęłam.
- Świetnie! Zobaczysz dziewczyno, ja Ci jeszcze całe życie rozplanuję! - uśmiechnęła się szyderczo, jednocześnie unosząc obie ręce do góry, jak by chciała prosić Boga o możliwość realizacji swojego - zapewne niezwykle heroicznego - planu.
- Skończę jako gwiazda reklamy psiej karmy. - Prychnęłam, podśmiewając się pod nosem.
- Ale pomyśl, ile na tym zarobisz! - uśmiechnęła się szczerze, a po chwili razem zaniosłyśmy się śmiechem.
- Słuchaj... - Zaczęłam dość niezręcznie, kiedy tylko opanowałam śmiech. - Mogła byś mnie oprowadzić po Elblągu? - Zawsze starałam się być samodzielna, jednak w tym przypadku wolałam nie ryzykować zgubienia, mordu czy gwałtu.
- Jasne, ale najpierw póki jest ładna pogoda - Spojrzała w okno, chcąc upewnić się, że to, co mówi jest prawdą. - idziemy nad jezioro. - uśmiechnęła się do mnie.
- To znajdź mi strój. - Wskazałam palcem na sporą stertę kartonowych pudeł. Doskonale zdawałam sobie jednak sprawę, że jej wygląd i wielkość jest nikłą przeszkodą dla tag pozytywnie nakręconej dziewczyny. Po dość długiej chwili, spędzonej na dekorowaniu mojej podłogi nie tylko ubraniami, ale także książkami oraz innymi drobnostkami, stała przede mną z czarnym, prostym strojem kąpielowym w ręku.
- To jedyny, jaki znalazłam. - Mruknęła, nieco zawiedziona nie całkowitym powodzeniem swojej misji.
- To jedyny, jaki mam. - Wyszczerzyłam się do niej. - Przy okazji, cała się przebiorę. Te ciuchy po dwóch dniach podróży nie są pierwszej świeżości. - Skrzywiłam się, naciągając błękitną koszulkę, którą miałam na sobie.
- Zauważyłam. - Stwierdziła Adrianna. Korzystając z sytuacji, w której wszystkie moje ubrania leżały beznamiętnie na podłodze, z łatwością wyszukałam czarną bluzkę na ramionach z niebieskim napisem "Pink", szorty w takim samym odcieniu niebieskiego oraz kilka mniej ważnych dodatków. Mając już wszystkie tekstylia w objęciach, poszłam do mojej łazienki, aby się przebrać i nałożyć wodoodporny makijaż.
Adam
- Idziesz, czy nie? - Wrzasnął Janek z korytarza. Czułem, jak szyby się trzęsły pod wpływem jego dość wysokiego głosu.
- Czy w dwudziestym pierwszym wieku nie można, do cholery jasnej, dać człowiekowi pięciu minut na ogarnięcie się? - Zapytałem dość zdenerwowany.
- Nie. - Uciął szybko blondyn. - Złaź! - Znów krzyknął.
- Już! - Wrzasnąłem w odpowiedzi. Byłem już do reszty zdenerwowany, a jego zachowanie tylko zwiększało prawdopodobność, że mnie za chwilę jasny szlag trafi. W pełni gotowy, jak burza wybiegłem z pokoju trzaskając przy ty drzwiami. Po chwili stałem przy blondynie, w pełni szczęścia.
- Nareszcie gotowy, wychodzimy. - Mruknął uszczęśliwiony.
~*~
- Gdzie w ogóle jest to jezioro? - zapytałem poirytowany faktem, że coraz bardziej oddalamy się od mojego miejsca zamieszkania.
- W lesie. - wysyczał chłopak.
- No kto by pomyślał! Jezioro w lesie! Ja normalnie czekam, aż ty nobla dostaniesz do cholery! - krzyknąłem na niego zrezygnowany, jednak jednocześnie zdenerwowany niemalże do granic możliwości. Kto w ogóle wymyślił ten gówniany wypad?!
- Mógłbyś w końcu zamknąć ten krzywy ryj? Ciekawsze konwersacje prowadzę z moim psem! - Wydarł mi się do ucha, podkreślając ostatnie słowo. Westchnąłem, chcąc wyrazić moje niezadowolenie. Reakcja chłopaka przedstawiona była tylko w złowrogim mruknięciu i machnięciu ręką, która to prawie trafiła w moją twarz.
- Jesteśmy. - Wysyczał blondyn przez zaciśnięte zęby. Gwałtownie zahamował, jednocześnie wkopując się w mokry piach, liście, błoto, ziemię i bóg wie, co jeszcze. Nie wiem, jak wrócimy do domu. Mimo tego, iż pojazd dawno już stanął w miejscu, ręce chłopaka nadal zaciśnięte był na kierownicy, a żyły aż nadto widoczne. Po raz kolejny zrzędliwie westchnąłem i wystawiłem obydwie kończyny poza samochód. Zaciągnąłem się powietrzem przesiąkniętym zapachem wody i igieł. Zapachem idealnym. Mojemu cichemu zamknięciu drzwi zawtórował potworny trzask, który przy tej samej czynności wytworzył Janek. Blondyn minął mnie z torbą i nawet nie zaszczycając spojrzeniem ręką zasygnalizował, aby iść za nim. Jak kazał, tak zrobiłem. Już po chwili znaleźliśmy się na skarpie, która oddzielała niską plażę i jezioro od nas.
- Adrianna! - zawołał Jaś podchodząc do dziewczyny od tyłu i chwytając ją w talii.
- Jasiu! - mruknęła Ada owijając swoje ręce wokół jego szyi. Jednak po cmoknięciu w policzek najwyraźniej przypomniała sobie, że i ja, i śliczna panienka stojąca koło Adrianny czekamy na nich.
Podszedłem bliżej dziewczyn i blondyna, aby się przywitać.
- Hej! - Nie chciałem, aby zorientowały się, że jeszcze chwilę temu kierowała mną złość i frustracja.
- Cześć. Mnie już znasz. - Wyszczerzyła się do mnie Adrianna. - Ale jej nie. - Wskazała palcem na śliczną brunetkę stojącą obok niej, jednocześnie naprzeciwko mnie. Jej głowa opadała, co zdecydowanie zniechęcało do jakiegokolwiek kontaktu z dziewczyną, jednak ja postanowiłem walczyć. Kiedy usłyszała ostatnie zdanie uniosła głowę, pozwalając kaskadom ciemnych włosów odsłonić idealną niemal twarz. Miała ciemne, niemalże czarne oczy, których głębia nie tyle mnie przerażała, co intrygowała. Nos i usta, nakreślone przed Leonarda Da Vinci, a zarys twarzy szlachetniejszy od największych arystokratek.
- Sonya. - burknęła nieśmiało.
- Mógłbyś w końcu zamknąć ten krzywy ryj? Ciekawsze konwersacje prowadzę z moim psem! - Wydarł mi się do ucha, podkreślając ostatnie słowo. Westchnąłem, chcąc wyrazić moje niezadowolenie. Reakcja chłopaka przedstawiona była tylko w złowrogim mruknięciu i machnięciu ręką, która to prawie trafiła w moją twarz.
- Jesteśmy. - Wysyczał blondyn przez zaciśnięte zęby. Gwałtownie zahamował, jednocześnie wkopując się w mokry piach, liście, błoto, ziemię i bóg wie, co jeszcze. Nie wiem, jak wrócimy do domu. Mimo tego, iż pojazd dawno już stanął w miejscu, ręce chłopaka nadal zaciśnięte był na kierownicy, a żyły aż nadto widoczne. Po raz kolejny zrzędliwie westchnąłem i wystawiłem obydwie kończyny poza samochód. Zaciągnąłem się powietrzem przesiąkniętym zapachem wody i igieł. Zapachem idealnym. Mojemu cichemu zamknięciu drzwi zawtórował potworny trzask, który przy tej samej czynności wytworzył Janek. Blondyn minął mnie z torbą i nawet nie zaszczycając spojrzeniem ręką zasygnalizował, aby iść za nim. Jak kazał, tak zrobiłem. Już po chwili znaleźliśmy się na skarpie, która oddzielała niską plażę i jezioro od nas.
- Adrianna! - zawołał Jaś podchodząc do dziewczyny od tyłu i chwytając ją w talii.
- Jasiu! - mruknęła Ada owijając swoje ręce wokół jego szyi. Jednak po cmoknięciu w policzek najwyraźniej przypomniała sobie, że i ja, i śliczna panienka stojąca koło Adrianny czekamy na nich.
Podszedłem bliżej dziewczyn i blondyna, aby się przywitać.
- Hej! - Nie chciałem, aby zorientowały się, że jeszcze chwilę temu kierowała mną złość i frustracja.
- Cześć. Mnie już znasz. - Wyszczerzyła się do mnie Adrianna. - Ale jej nie. - Wskazała palcem na śliczną brunetkę stojącą obok niej, jednocześnie naprzeciwko mnie. Jej głowa opadała, co zdecydowanie zniechęcało do jakiegokolwiek kontaktu z dziewczyną, jednak ja postanowiłem walczyć. Kiedy usłyszała ostatnie zdanie uniosła głowę, pozwalając kaskadom ciemnych włosów odsłonić idealną niemal twarz. Miała ciemne, niemalże czarne oczy, których głębia nie tyle mnie przerażała, co intrygowała. Nos i usta, nakreślone przed Leonarda Da Vinci, a zarys twarzy szlachetniejszy od największych arystokratek.
- Sonya. - burknęła nieśmiało.
----------------------------------------------------
Rozdział drugi...wiem, że nie jest specjalnie udany. Wiem, wiem, wiem!
Ale cóż, moja wena twórcza przez ostatnie dni była na grzybach, a ja mimo szczegółowych
i żmudnych poszukiwań jej nie odnalazłam.
Tak więc, wszystkie hejty mile widziane ;)
Proszę o minutę ciszy dla najlepszego programu motoryzacyjnego - Top Gear.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz